Ostatnio reżyser podczas rozmowy o nastepnej kadencji w Kole zarzucił mi, że nie mam własnych pomysłów, nie wykazuje inicjatyw. To prawda, że względu na przesadne analizowanie rzeczywiście straciłem tę moc, którą miałem przy realizacji pierwszego spektaklu. Gdy czekałem na spotkanie z Gosią, przeglądając plakaty na słupie ogłoszeniowym wpadłem na pewien pomysł, po spotkaniu wróciłem do mieszkania, zaprzestałem pisania licencjatu i przez tydzień kreśliłem swoją, autorską wizję festiwalu. Już dzisiaj po południu zobaczymy co na to dyrektor artystyczny ;) Czasami trzeba położyć się na fali i zaryzykować dlatego obronię się we wrześniu... Wierzę, że postąpiłem właściwie.
Za przetrzymanie książek w ramach pisania licencjatu całkiem pokaźną sumą wsparłem Bibliotekę Uniwersytecką. Usłyszałem od bibliotekarki, że bardzo lubią takich studentów i ku przestrodze otrzymałem paragon. Nie ma się czym chwalić-to tak w ramach przestrzegania zasad.
Hostessa, nękała mnie smsami, była zbyt natarczywa i znacząco odbiegała od mojego idealnego wyobrażenia kobiety. Napisałem pożegnalnego smsa w dobrym tonie. Jej odpowiedź: Luuzik, buźka :* sprawiła, że przez chwilę zastanawiałem się czy zrobiłem dobrze, bo spodziewałem się trochę innej reakcji. Także panowie, to działa ;)
Gosię, przywitałem z paczką fistaszków w dłoni w upalny 1 maja. Pojechaliśmy do Łazienek karmić wiewiórki. Tegoroczna maturzystka, spotkanie jak najbardziej na tak jednak dalej to nie kobieta, której szukam. Gdy praktycznie o niej zapomniałem po piątkowej maturze z polskiego dostaję sms-a z pytaniem czy mam jakieś plany na wieczór :) Przeczytałem za późno. Dziewczyna bardzo sympatyczna i pozytywnie nastawiona do życia. Myśle, że mimo wszystko jeszcze się spotkamy.
vagabond
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz