środa, 25 lipca 2012

Wszystko po kolei


Gdy okazało się pod koniec stycznia, że dla Karoliny byłem kolejną przygodą, jednak przygodą nie do zdobycia szybko zainteresowała się łatwiejszym kąskiem. Weszła w związek z jej o rok młodszym kumplem. Nawet nie brałem go pod uwagę, bo wiem jak trudno jest wyjść z ramy przyjaciela. Nie tyle on to zrobił co ona go sobie wzięła (to ta dziewczyna z sobotniej, odświeżonej znajomości). Wtedy zrozumiałem, że coś jest nie tak, że moja zmiana poszła w złą stronę. Zobaczyłem, że mam opinię zadufanego w sobie narcyza/egoisty na studiach, że w Kole tak naprawdę mnie nie znoszą. Trzymałem się tylko opiekuna Koła. Był moim mentorem. Nie zauważałem jak spadam w przepaść swojego chorego życia, nie podrywałem, odizolowałem się przez porażkę od grupy. Byłem sam.

Kryzys przyszedł podczas spektakli z 2 i 3 marca gdy można powiedzieć, że po raz pierwszy wyraźnie zawaliłem sprawę w Kole. Oczywiście wina rozkłada się na kilka osób, ale zawsze i to słuszne efekt spada na prezesa. Wtedy opiekun zmienił swój stosunek do mnie i zaczeła się równia pochyła w naszych relacjach.

Później jeszcze przez chwilę się poderwałem tworząc i opisując tutaj autorską wizję festiwalu z której w zasadzie nic nie przetrwało. Zmieniłem się. W ciągu tygodnia wyraziłem 3 razy po raz pierwszy własne zdanie. O 3 razy za dużo. Zobaczyłem jakim jest człowiekiem. Wiedziałem, że te relacje już nigdy nie będą takie same. Oddalając się od niego znacznie przybliżyłem się do znajomych, zacząłem podrywać, spotykać się, znajomi na roku co rusz mówili, że zmieniłem się pozytywnie. Nadeszła sesja. W aonie zrozumiałem jak chcę żyć, a na stancji jak do tego dążyć. Cały czas myślałem nad moim pomysłem biznesu, który ciągle konsultuję i wierzę, że jest przyszłościowy, że uszczęsliwi mnie i innych. Nie zaliczałem egzaminów, to nie miało dla mnie sensu jednak dobrze się skończyło. W międzyczasie nagraliśmy ostatnią próbę spektaklu przed wakacjami i zrezygnowałem ze stanowiska prezesa. Dymisja nie została przyjęta. Zdecydowałem, że nie zostawia się czegoś w połowie. Mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna, więc skończę, ale po Weselu. Zostałem wybrany na prezesa na kolejną kadancję.

Postanowiłem, że w wakacje zbuduję nowego siebie. Potrzebowałem kasy. Zaryzykowałem. Postawiłem 400 zł po głębokiej analizie meczu Polska vs Grecja. Wygrałem 1200 zł. Wiedziałem, że to początek wakacyjnej drogi, ale też w pewnym sensie koniec poszukiwania, koniec zmiany. Wyznaczyłem cele, spotkałem na swojej drodze Kasię, ćwiczę krav magę, chodzę 3x w tyg. na siłkę, stosuję dietę, chodzę na basen i kurs tańca bachaty, spotykam się ze znajomymi którzy ewidentnie mnie lubią i szanują, pogodziłem się z największym wrogiem. Jest świetnie! Czas dołożyć kolejną cegiełkę. Już ostatnią kładkę do kroczenia właściwą drogą tj. wywiązywanie się z obowiązków kumpla, studenta, prezesa Koła i członka stowarzyszenia, bo prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy...

''zrozumiałem dwie ważne rzeczy:

a) frajerząc ją stracę. Rozumiem teraz lepiej niż kiedykolwiek, że jeżeli chcę tę cenną jedyną itd zatrzymać to mam to rozegrać po męsku na luzie, bez "schodzenia na psy".. Nawet jak serce oszaleje, to sińce na dupie przypomną o starej prawdzie.

b) kobieta dla mnie, to ta, która mi się podoba a ja jej. Nie będę nigdy więcej walczył z wiatrakami, ganiając za kobietą, której na mnie nie zależy. Kobieta moich marzeń to tak, która mnie pragnie równie mocno co ja ją.''

'' Bycie mężczyzną, polega między innymi na tym, by pokazywać kobiecie, że jesteś tym, który może Jej dać więcej niż inni. Że jesteś silny na tyle, by mogła Ci zaufać, poczuć się bezpiecznie i chcieć z Tobą coś budować albo po prostu dobrze się zabawić. Jak niedawno pisał na forum Ronlouis - mężczyzna się nie boi. I niczego nie musi udowadniać. Chyba że sobie. Każdy w końcu bowiem potrzebuje wyzwań. Mężczyzna dla kobiety musi umieć być wyzwaniem. I umieć również podejmować wyzwanie jakim jest każda Kobieta. Ale punktem wyjścia musi być faktyczne, pełne, zrozumienie błędów, które się popełniało, wad, które trzeba zwalczać. Nie można zaczynać od kłamstwa jak, mam wrażenie czytając niektóre wpisy, często to się dzieje.''

''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."

 ''Poza tym, często drugie spotkanie to jeszcze zbyt wcześnie na wszelkie macania i pocałunki. Nie wytwarzasz w niej poczucia zaufania i komfortu, nie czytasz jej oznak zainteresowania, tylko od razu ją dotykasz, całujesz, chcesz wszystko już teraz, zaraz, najlepiej podczas pierwszego spotkania, a gdy laska ucieka/ odsuwa się - to potem są pytania "dlaczego?" - otóż dlatego, że dojrzała, zdrowo myśląca kobieta pragnie faceta, który będzie dla niej wyzwaniem, będzie lekko niedostępny, tajemniczy i intrygujący, pozwoli jej się gonić, nigdy nie odda się jej w 100%, ona chce faceta, którego będzie mogła odkrywać. A większość facetów robi na odwrót. Właśnie poprzez takie akcje jak łapanie za ręke, całowanie, nachalne eskalowanie dotyku już podczas pierwszych chwil znajomości itp. OD RAZU i na wstępie wykładasz wszystkie karty na stół, jesteś przewidywalny, bo swoim zachowaniem pokazujesz, że ona nie musi się o Ciebie starać, że jesteś nią tak bardzo zainteresowany, że gdyby skinęła palcem, ty już leciałbyś na kolanach z różą w ustach i czekoladkami pod pachą, byle jej dogodzić.''

vagabond

CHANGE!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz