Cześć!
To był wielki dzień. Przyjechali rodzice z ciotką i razem udaliśmy się na oglądanie mojego nowego mieszkania na warszawskich Włochach.
Pierwsze kroki we własnym M? Zajebista sprawa! :) taka, taka dorosłość...
Z tym powiązana jest zdecydowanie ważniejsza kwestia.
Dziś tak naprawdę już nie zdałem sobie sprawę a UŚWIADOMIŁEM, że mam wyjątkowych rodziców.
Na pierwszy rzut oka stwierdzilibyście, że to prości ludzie, ale Ci ludzie z pierwszego wspólnego zdjęcia we własnym M naprawdę zrobili i zrobiliby dla mnie wszystko. Nawet jeśli kiedyś ich już ze mną nie będzie to będę pamiętał, że byli i są ze mną zawsze. To ludzie mojego życia.
Ok, dosyć tych przemyśleń, ale dalej trzymam się tematu rodziców :)
Odwiedzili mnie też w Warszawie 2 tygodnie temu. Niedziela, tradycyjnie spacer w Łazienkach.
Siedzimy na ławkach niedaleko Pałacu na Wodzie, ciepło, fajny klimat. Rozglądam się po okolicy i nagle wzrok się zatrzymał. Kelnerka w kawiarni. Brunetka, wysoka i zgrabna, ciemne oczy, długie, czarne włosy upięte w kok, kolczyki z perłą. Ok, nieśmiało można powiedzieć, że (z wyglądu) MÓJ IDEAŁ! i nagle głos mamy: ''O, Artur patrz jaka ładna dziewczyna'' - jej naprawdę rzadko się to zdarza. Był też tego minus, nie podszedłem przy rodzicach, trzeba przyznać, że to dla mnie za dużo. Myslę też, że bym ją spłoszył, ale wiedziałem, że tam wrócę i podejdę directem :)
To wróciłem już nastepnego dnia. Nie było jej. Ruda koleżanka (można było się spodziewać efektu) oczywiście jak się później okazało pomyliła dziewczyny i poleciła mi szukać domniemanej Renatki w przyszłym tygodniu w weekend. Jak ten debil ze starych czasów spędziłem cały weekend w Łazienkach przy tych furczących pawiach i z milionem turystów. Na dodatek w niedzielę wieczorem minąłem tę rudą koleżankę :/ Za dużo zainwestowałem, nie poddam się. Może to głupie, ale wróciłem w poniedziałekl rano. Tym razem dokładnie opisałem (jak się okazało Kasię :) jej innym koleżankom i dowiedziałem się, że do 11 lipca jest na urlopie. Byłem tam znowu we wtorek 17 lipca i znowu jej nie było. Chyba oszalałem i naprawdę jestem głupi, ale choćbym miał tam znowu spędzić cały nadchodzący weekend to pójdę tam tyle razy ile będzie trzeba, spotkam ją i powiem, że chciałbym ją poznać. Reszta, przynajmniej na tym etapie zależy już tylko od niej.
1 sierpnia zrobię podsumowanie jak wyglądał lipiec.
vagabond
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz